Uczestnicy Oazy Nowego Życia I° z pierwszego turnusu podzielili się z nami swoimi świadectwami z rekolekcji, które poprowadził ks. Jan Czekalski w Wierchomli Wielkiej.

 

W dniach 29-15 lipca przebywałam na ONŻ I° w Wierchomli Wielkiej. Nie sądziłam, że tak bardzo przywiążę się do wszystkich uczestników i animatorów. Jezus bardzo nas do siebie zbliżył i staliśmy się rodziną. Pragnę opisać najważniejszy dla mnie dzień tej oazy. W czwartym dniu przyjęliśmy Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Kiedyś już to raz zrobiłam, ale na owej oazie chciałam przyjąć Go bardziej świadomie. Na początku zdawało mi się że będzie to trudne. W końcu chodzi o to żeby oddać swoje życie Jezusowi i Jemu służyć. Ale podczas mszy popatrzyłam na obraz Jezusa miłosiernego. Patrzył prosto na mnie. Jego wzrok był taki spokojny i pełen miłości. Zrozumiałam, że Chrystus właśnie tego chce. Mojej słabej miłości. Mimo że czasami popadam w grzechy On - mój Pan - puka do drzwi mojego serca i czeka aż Go wpuszczę. Bowiem to nie my żeśmy go wybrali lecz On wybrał nas. Słyszałam wiele świadectw jakie to piękne mieć Jezusa jako Pana. Kiedy już w końcu to powiedziałam - Jezu, przyjmuję Cię jako mojego Pana i Zbawiciela, moje serce chciało aż się rozerwać z ogromu miłości. Zrozumiałam, że właśnie od tej chwili dopiero będę szczęśliwa. Bo nie ma w innym zbawienia niż tylko w Chrystusie, który umarł za grzechy moje i całego świata. Właśnie Jemu chcę służyć i pragnę aby ludzie uwierzyli w Jego moc, tak samo jak ja.
Sylwia

 

Alleluja! Zacznę od tego, że miałam mieszane uczucia co do ONŻ. Najgorsze były pierwsze chwile, kiedy wszyscy się dopiero poznawali. Później było coraz lepiej. Pewnego dnia, dzwoniąc do siostry dowiedziałam się od niej, że moja babcia zasłabła i zabrała ją karetka. Miała ze szpitala wyjść następnego dnia, więc się nie martwiłam tym za bardzo. Niestety kilka dni później mój tata wysłał mi wiadomość że babci się pogorszyło i nie wiadomo czy z tego wyjdzie. Przez chwilę nie wiedziałam co myśleć. Jak tylko kładłam się spać poprosiłam Boga, aby uszczęśliwił moją babcię. Z jednej strony chciałam aby wyzdrowiała, z drugiej nie chciałam żeby męczyła się z chorobą, przez którą jest znów w szpitalu. Bałam się jaka będzie wola Boga. Całe szczęście moja babcia wyszła ze szpitala cała zdrowa kilka dni później. Chciałabym wspomnieć też o modlitwach wieczornych, które są naprawdę cudowne. Pewnego razu czułam tak bardzo bliskość Jezusa, że pragnęłam ciągle modlić się do Niego. Naprawdę nie mogłam przestać. Jeszcze czułam się bardzo bezpieczna, bo wiedziałam jak bardzo Bóg mnie kocha, swoją nieskończoną miłością. Powtarzałam często "Jezu ufam Tobie, Jezu oddaję się Tobie". Wspaniałe jest to, że widziałam że osoby wokół mnie też oddawały swoje życie Bogu. Dzięki tym niesamowitym ludziom, dostrzegłam, że miłość i wiara są najpiękniejszymi wartościami. Chwała Panu!
Martyna

 

Sytuacja wygląda tak: nie chodziłem do kościoła od pół roku, został mi tylko dialog z Bogiem. Prosiłem, aby się wszystko udało i aby we mnie działał, chociaż nie dałem mu zbytnio na to możliwości. Później animator zaczął mnie “męczyć” żebym pojechał na oazę - tu właśnie zadziałał Bóg. Gdyby nie to, nie pojechałbym. Zapisałem się i w sumie czekałem, dziwnie tak po 4 latach pojechać na oazę. Zapomniałem jednak o zrobieniu badań do technikum. Szukałem cały dzień przychodni żeby móc się zapisać, jeśli nie będę miał tego badania nie pojadę na oazę, termin mija w trakcie oazy. Pomodliłem się: "Panie Boże, jeśli rzeczywiście chcesz żebym pojechał, to mi pomóż”. Dwa numery później udało mi się znaleźć. Więc pojechałem. W sumie był lekki stres, bo jednak mnie pół roku w kościele nie było, a ja jadę na rekolekcje. Pierwszego dnia mieliśmy mszę, coś mnie ciągnęło do konfesjonału, w końcu przemogłem się w sobie i poszedłem. I tu już widziałem że Bóg mi w tym pomógł. Pierwszy dzień mówił o Bożej miłości, pod koniec dnia czułem że jestem nią przepełniony, ale dalej łaknę więcej. To mnie dziwiło, bo nigdy tak nie łaknąłem miłości, raczej jestem zamkniętą osobą, nawet jeśli chodzi o emocje, zawsze ukryty pod płaszczykiem z uśmiechem. Następne dni związane z grzechem mocno mnie uderzyły, w serce - "Jak ja mogę tak robić, Jezus umarł za mnie na krzyżu, a ja i tak odwracam się od Niego”. Wybrałem Go jako Pana i Zbawiciela, niektórzy płakali, a ja się śmiałem, co najlepsze, czułem że Jezus też się ze mną śmieje. Następne co mną wstrząsnęło to adoracja Najświętszego Sakramentu. Ale to nie była taka zwykła adoracja. Tego dnia mówiliśmy, że jesteśmy świątynią Ducha Świętego. Rzeczywiście prosiłem o tego Ducha. Tego dnia do końca nie pamiętam, mieliśmy modlitwę spontaniczną, podczas niej to nie ja mówiłem wezwania, nawet nad nimi nie myślałem - tylko otwierałem usta, a to Duch Święty mówił za mnie, podczas mówienia często brakowało mi tchu. I ostatnią rzeczą jaka tak bardzo mocno zapadła mi w pamięć, była modlitwa wstawiennicza i to co było po niej. Animatorzy mówili tam parę godzin, coś związanego z intencjami uczestników, nawet chwili im nie brakowało słowa. Po powrocie moim zauważyłem, że niektórzy też się tak modlą. Widziałem jak im chodzą usta, też tak chciałem, więc pomodliłem się o Ducha Świętego, ale coś mi nie wychodziło. Usiadłem wtedy, w sumie trochę smutny na podłodze i zamknąłem oczy. Po dobrej chwili poczułem, że ktoś mi położył rękę na ramieniu, odwróciłem się zobaczyć kto to i nie ujrzałem nic. Wtedy zrozumiałem, że Bóg dla każdego ma inny plan, chciał po prostu żebym przy Nim był obecny, jak On jest przy mnie.
Michał

Publikujemy świadectwo z minionej SzA, a także dziękujemy Zuzi za napisanie i przesłanie go do nas.

Ostatnią Szkołę Animatora szczególnie przeżyłam. To był naprawdę dobry czas dla mnie, ponieważ doszło do mnie jak ważne jest dzieło, w którym uczestniczę oraz jak wielka odpowiedzialność pada na animatorów rekolekcyjnych. Ruch Światło-Życie jest wspólnotą, która dzięki Maryi i Panu ma wielką moc i siłę, tylko trzeba się otworzyć, a Duch Święty sam będzie przez nas mówił.

Dzięki wspólnocie, w której mogę służyć jak Maryja i to jest piękne.

Zuzia


W miniony weekend odbyła się pierwsza w 2018 roku Szkoła Animatora. Skład osób uczestniczących w niej nieznacznie, ale wciąż się zmienia. Czasem ktoś nie może pojawić się w danym terminie, ale to z czego się cieszymy to fakt, że mimo trwającego już cyklu formacji animatorów, skład Szkoły Animatora zmienia się również dzięki nowym osobom, które biorą w niej udział. Nie biorąc udziału w SzA od początku, nie przejmuj się i dołącz do grona osób formujących się w ten sposób.
Uczestniczka sobotniego spotkania formacyjnego podzieliła się z nami świadectwem z tego dnia, za co jej dziękujemy.

"Ostatnia Szkoła Animatora odbyła się pod hasłem ósmego drogowskazu - ŚWIADECTWO.

Jestem jedną ze "starszych" uczestników Szkoły Animatora (wcześniej myślano, że jestem jedną z osób prowadzących). Pomimo tego, że innym może się wydawać, że wiem wiele co i jak robić w oazie, to jednak zauważam, że ten rodzaj formacji jest mi bardzo potrzebny.

Jednym z punktów dnia była konferencja Krzysztofa zakończona pracą w grupach na temat planu "Ad Christum Redemptorem 2". Pierwszy raz w pełni świadomie słuchałam o tym co zakłada ten plan i…  Mam kilka wniosków dla siebie.

  1. Kolejność powstawania diakonii specjalistycznych w Ruchu jest bardzo ważna i są diakonie, o które  szczególnie należy zabiegać aby działały i powstawały: → Diakonia Modlitwy → Diakonia Ewangelizacji → Diakonia Wyzwolenia. A to wszystko po to aby nie było w Polsce człowieka, który nie słyszał o Jezusie.
  2. Sama też będąc w Ruchu mam zacząć szukać diakonii dla siebie i najlepiej zacząć od tych najbardziej podstawowych :)

Poza tym cały dzień spędzony z ludźmi, którzy chcą przygotować się do posługi jako animator, podniósł mnie na duchu, że są ludzie chcący rozwijać to piękne dzieło księdza Franciszka Blachnickiego i też w Oazie widzą swoje miejsce."

Marysia

Zdjęcie użytkownika Ruch Światło-Życie archidiecezji łódzkiej.

Jestem młody, bo młode serce mam! Jestem młody, bo młode serce daje mi Pan!

Pod hasłem „Młodzi w Kościele” w dniach 23-26 lutego 2018 r. na Jasnej Górze odbyła się 43. Kongregacja Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie. Nie zabrakło delegacji z naszej łódzkiej archidiecezji. Poznaliśmy nowy znak i piosenkę roku, piliśmy kawę z uśmiechniętych kubków, modliliśmy się z całym oazowym światem (przekraczającym już znacznie granice Polski), szukaliśmy inspiracji, by posługiwać z jeszcze większym zapałem i radością, na bieżąco wrzucaliśmy zdjęcia myśląc o wspólnotach, które reprezentowaliśmy… Domowy Kościół, młodzież, wspólnoty dorosłych – w różnorodności Ruchu Światło-Życie mogliśmy odkrywać, że jest to przestrzeń formacji dla każdego.

Czytaj więcej...